Menu

mysz powstaje z kurzu i szarych szmat

Gdy skłonni jesteśmy mniemać, iż mysz powstaje z kurzu i szarych szmat drogą samorództwa, to warto szmaty te zbadać dokładnie z punktu widzenia możliwości ukrycia się w nich myszy, dostania się jej tam, itd.

Houellebecq, Carrere, fiszki z lektur

zielka

Ostatni Michel Houellebecq, Soumission (Uległość).
W ogóle miałam na tę powieść dokładnie taką samą reakcję jak na koszmarną "Aleje Niepodległości" Krzysztofa Vargi. Po mniej więcej 10 stronach zachwyt mistrzostwem auto-nienawiści auto-fikcyjnej, w obu przypadkach zresztą napisałam z wrażenia sms-y przerywając czytanie, do osób z którymi akurat o tych książeczkach rozmawiałam wcześniej. Po 20 stronach lekkie znudzenie, dotarcie do setki świętowane (alkoholem, czekoladą).
Ma rację Cezary Michalski gdy zauważa, że książka jest słabo napisana, niespecjalnie inteligentna, i szokuje kontrastem wobec wybitnej Mapy i terytorium. W ramach opowiadania o Soumission, przetłumaczyłam jej jeden z niewielu rzeczywiście zabawnych fragmentów, oto on niżej:

Czy starzejąc się, stałem się ofiarą andropauzy? Ta teza wydaje się całkowicie możliwa, i postanowiłem, by pozbyć się ewentualnych wątpliwości, spędzać me wieczory na Youporn, który z czasem stał się referencją wśród stron pornograficznych. Rezultat tego postanowienia od razu miał efekt wyjątkowo uspokajający. Youporn odpowiadał fantazmom mężczyzn normalnych, rozsianych na przestrzeni globu, i ja również byłem, o czym mogłem się przekonać od pierwszych chwil, mężczyzną o absolutnej wprost normalności.
Bo wcale nie byłem tego taki pewien, w końcu poświeciłem dużą część mojego życia analizom autora postrzeganego często jako dekadenta, którego seksualność nie była z tego powodu tematem jednoznacznym. I cóż, wyszedłem z tej próby z wielką ulgą. Te filmiki, czasem przepiękne (kręcone przez ekipę w Los Angeles, bo była tam jakaś ekipa, oświetleniowiec, osoby pracujące nad kadrowaniem, różni techniczni), czasem żałosne ale vintejdżowe (niemieccy amatorzy), opierały się na kilku jednakowych i bardzo przyjemnych scenariuszach. Jeden z najpopularniejszych przedstawiał mężczyznę (Młodego? Starego? Obie wersje były dostępne), który w nieprzemyślany najwyraźniej sposób pozostawiał swojego penisa w stanie spoczynku gdzieś w zakątku bokserek lub slipów. Dwie młode kobiety, przedstawicielki różnych ras zależnie od kontekstu, wykorzystywały tę niestosowność i w od tego momentu zajmowało je tylko jedno: jak możnaby uwolnić ten organ z jego tymczasowego schronienia? W tym celu, nie skąpiły mu różnorakich podniet celujących w odurzenie organu, wszystko to działo się natomiast w duchu kobiecej przyjaźni i porozumienia.

Dla odmiany, przyzwoita książka po francusku. Emmanuel Carrère, Królestwo (Royaume). I taka scena, w której autor opowiada o swoim spotkaniu z kolejnym psychoanalitykiem, François Roustangiem.

Opowiedziałem mu o wszystkim: nieustannym ból w dołku, który porównywałem do lisa pożerającego wnętrzności małego Spartiaty w opowieściach i legendach starożytnej Grecji; uczucie – czy raczej pewność – bycia jednocześnie przegranym oraz w sytuacji patowej: brak umiejętności kochania jak i pracowania, stałe wyrządzanie zła wokół siebie. Powiedziałem, że myślałem o samobójstwie, i że przyszedłem w nadziei na propozycję jakiegoś innego rozwiązania ze strony Roustanga. I jako, że ku mojemu zdziwieniu nie był się skłonny zaoferować mi czegokolwiek innego, zapytałem go, czy zechciałby poprowadzić moja analizę.
Spędziłem już dziesięć lat na kanapach dwóch z jego kolegów, bez większych rezultatów - tak to wtedy widziałem. Roustang odpowiedział, że nie, nie przyjmie mnie jako pacjenta. Po pierwsze, dlatego, że był zbyt stary, następnie dlatego, że w jego opinii jedyną rzeczą, która interesowała mnie w analizie było pokonanie analityka, że byłem najwyraźniej mistrzem w tej dziedzinie i jeśli chciałem po prostu pokazać po raz trzeci moją maestrię, on nie będzie mi w tym przeszkadzał, ale, dodał: "nie ze mną. I gdybym był panem, poszedłbym w innym kierunku". "Jakim?" – zapytałem z pozycji wyższości osoby nieuleczalnej. "No cóż, odpowiedział Roustang, mówił pan o samobójstwie. W rzeczy samej nie ma ono ostatnio dobrej prasy, ale czasami jest to rozwiązanie."
Powiedziawszy to, zamilkł. Ja też. Potem dodał: "Naturalnie, może pan również wybrać życie."

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Reger] *.dynamic.chello.pl

    Ciekawie napisane :)

  • k.gizka

    Oba cytaty interesujące, dające do myślenia!

  • Gość: [Lead] *.google.com

    Bardzo interesujący post. Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga copolecacie.pl

© mysz powstaje z kurzu i szarych szmat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci