Menu

mysz powstaje z kurzu i szarych szmat

Gdy skłonni jesteśmy mniemać, iż mysz powstaje z kurzu i szarych szmat drogą samorództwa, to warto szmaty te zbadać dokładnie z punktu widzenia możliwości ukrycia się w nich myszy, dostania się jej tam, itd.

Biologia płci

zielka

Prof. Jerzy Vetulani podjął niedawno istotny problem: tabu na temat wpływu biologii na to kim jesteśmy z punktu widzenia naszego zachowania, charakteru, intelektu, radzenia sobie. Prof. Vetulani wprawdzie zapomniał wspomnieć źródła, którym się posługiwał (We Are Our Brains Dicka Swaaba), ale powtarza zirytowanym głosem tezy Swaaba: płeć jest zdeterminowana przed urodzinami, i wpływ wychowania jest niewielki. Wiec stereotypowy podział płci powinien być podstawą naszego myślenia na ten temat.  

Nie jest to nowy problem. Już w bardzo kiedyś popularnej we Wiedniu i w Krakowie pozycji Płeć i charakter, Otto Weininger zarysował różnice miedzy płciami z punktu widzenia ich konsekwencji w determinowaniu naszej tożsamości. Weininger, ujmując rzeczy oględnie, nie był specjalnym optymistą: jego samobójstwo w wieku lat 23 świadczy o tym dość jednoznacznie. Szybko naszkicowana teoria zawarta w jego książce jest prosta: "w każdym człowieku istnieje zarówno pierwiastek męski, jak i żeński, przy czym ten pierwszy utożsamia on z moralnością i logiką, drugi zaś – z próżnością, chucią i brakiem wiedzy". Widać też, że nie był specjalnym fanem kobiet. Ale to nie jest powód, żeby wymazać Weiningera z historii badan nad płciami, bowiem wprowadził tu element dość wybitny, mianowicie myślenie o płci poprzez stopniowanie elementów kobiecych i męskich. Za chwile do tego wrócę. 

Jakie jest zatem miejsce biologii w określaniu zachowań kojarzonych z jedna albo z druga płcią? Przecież wiadomo, ze biologia (przede wszystkim hormony!) ma ogromny wpływ na to kim jesteśmy, wiec kobiety są takie, mężczyźni inni, i albo należy się z tym pogodzić, albo powiedzieć sobie, ze w rzeczywistości ten biologiczny determinizm jest przesadzony, i ze zachowania związane z płcią są przede wszystkim efektem wychowania wg pewnych schematów. Ja, biorąc pod uwagę rezultaty badan z nauk społecznych i ścisłych, nie potrafię znaleźć argumentów, które sprzeciwiałyby się determinizmowi biologicznemu. Nie mam na to jakiegoś jednoznacznego argumentu, rozumiem tez krytyków, którzy przypominają, ze mózg jest plastyczny, i nawet jeśli istnieją jakieś różnice miedzy kobietami i mężczyznami, to być może zostały one stworzone w procesie socjalizacji. Jednak skala tych różnic (to, ze powtarzają się w kolejnych badaniach), i ich ewolucyjny sens, są jak na razie dla mnie argumentem przekonującym.

Nie cytuję konkretnych badan, bo każde z nich jest na pewno niedoskonale, żadne nie stanowi argumentu ostatecznego, i kilka ważnych znajduje się już w artykule Vetulaniego. Ale ogólna linia, która się z tego wyłania jest rzeczywiście dość stereotypowa: tak, prawdopodobnie kobiety mają większe umiejętności empatyczne, tak, prawdopodobnie kobiety lepiej radzą sobie z sytuacjami bardziej skomplikowanymi, w których trzeba używać nowych elementów i radzić sobie z niepewnością. Jeśli chodzi na przykład o kobiety-ekonomistki, wykazano tez ze w ich pracach widać średnio większe zainteresowanie kwestiami sprawiedliwości społecznej (z wywiadu z Jézabel Couppey-Soubeyran & Marianne Rubinstein). Zatem tak, istnieją wydaje się statystyczne różnice miedzy zachowaniem się & funkcjonowaniem kobiet i mężczyzn, i część z nich ma, jak się wydaje, podstawy w budowie naszych mózgów. 

Wydaje mi się jednak, że nie należy mimo wszystko wprowadzić jakiegoś odgórnego zakazu, i zabronić mężczyznom zajmowania się ekonomią, polityką, medycyną i filozofią. A to dlatego, ze te różnice są bardzo niewielkie: wskazują, populacyjnie, na odchylenia najwyżej 5% (reguła 5% pochodzi od Melissy Hines, Brain Gender, 2003, s. 6). Dajmy na to, w grupie 20 osób (10 chłopców i 10 dziewczynek), będzie jedna dziewczynka, która będzie miała na przykład zdolność wykonywania kilku czynności intelektualnych naraz większa niż jakikolwiek chłopiec, ale przede wszystkim będą tam przynajmniej cztery dziewczynki, których zdolności wielozadaniowe będą mniejsze od średnich zdolności chłopców. Innymi słowy, różnice indywidualne są o wiele istotniejsze niż różnice związane z płcią. 

Czy znaczy to, że jednak wychowanie, a nie biologia, determinuje tego rodzaju różnice? Czy znaczy to tez, że płeć biologiczna i płeć odczuwalna są inne (i w tedy Judith Butler miałaby racje)? Nie, wydaje mi się, ze znaczy to, ze nasze rozumienie płci biologicznej jest błędne. Nie ma dwóch płci. Otto Weininger miał rację: ludzka płciowość ustawia się w przestrzeni wyznaczonej przez dwa bieguny, i być może istnieją jakieś idealnie kobiece kobiety, i typowi mężczyźni, ale jest ich niewiele. Większość z nas znajduje bliżej lub dalej tych biegunów

Pamiętacie Alfreda Kinseya? On dość sprawnie wytłumaczył, ze być może część ludzi jest homoseksualna, być może nawet istnieją absolutni heteroseksualiści, ale generalnie sfera naszej seksualności jest raczej biseksualna. Niekoniecznie idealnie biseksualna, być może część z nas nigdy nie miała i nie będzie miała zachowań homo- czy heteroseksualnych, ale prawdopodobnie większość z nas rozważyła kiedyś tę możliwość wobec szczególnie interesujących osób. Więc Kinsey, tak jak Weininger, pozwolił nam na myślenie w kategoriach kontinuum: tym razem w kontekście orientacji, nie tożsamości płciowej (przypomnienie różnicy, której niejasność mnie zawsze dziwi: tożsamość płciowa to to, kim jesteśmy, a orientacja to to, w kim się zakochujemy). Dzisiaj, dzięki osobom interseksualnym, umiemy tez patrzeć na tożsamość płciowa jako na kontinuum. Moim postulatem jest w ogóle takie myślenie o płciowości, gdzie paradygmatem są osoby intersekualne.

BBC stworzyła wybitny dokument na temat osób interseksualnych, i zawierał on grafikę, którą posługuję się od lat by ilustrować owe kontinuum i jego wielopoziomowość. Na tej konkretnej grafice widzimy ilustrację zespołu niewrażliwości na androgeny, ale wystarczy sobie poprzesuwać te kuleczki w jedną stronę czy w drugą, i zrozumiemy, ze sama biologia naprawdę ma gdzieś nasze binarne kategorie, i ze bawi się ona elementami, które ma.

Male female intersex BBC

Ten schemat naturalnie nie zawiera wszystkich interesujących cech i różnic, ale proponuje model myślenia o płciowości. Wiec moja teoria jest dość prosta: tak, biologia płci determinuje znaczna część twoich, czytelniczko i czytelniku, zachowań. Jednak obawiam się, ze nie wiesz (i prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiesz), jakiej jesteś dokładnie płci. Zatem zajmijmy się czymś innym. 

Bonus

Pisząc tę notkę odkryłam dwie ciekawe rzeczy, o których nie wiedziałam i którymi się dzielę, na marginesie; obie popierają tezę biologicznego determinizmu (w sensie, który proponuje wyżej).

  • badania Swaaba nad m.in. transeksualizmem, które pokazują, ze osoby urodzone jako na pierwszy rzut oka kobiety, ale które zostały poddane wyjątkowo dużemu wpływowi testosteronu w okresie ciąży, będą się czuły mężczyznami.
  • ciekawy przypadek z autyzmem, czyli czymś, co jednak trochę odgradza chorych od świata – autyści są wyjątkowo interesujący, bo być może właśnie mniej byli zmienieni przez socjalizacje. Wiec właśnie w przypadku osób, u których zdiagnozowano autyzm, widzimy, ze ich mozgi są dotknięte w inny sposób.  

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • fronesis

    Dzięki za notkę. Można by jeszcze pociągnąć wątek metodologiczny, zobaczyć na ile badamy "oczekiwania co do roli męskiej/żeńskiej" a nie samą męskość/żeńskość. Cordelia Fine, pokazywała, że gdy w badaniach było jasne, że badają empatie wynik był stereotypowy kobiety bardziej empatyczne, mężczyźni mniej, ale gdy badanie przeprowadzono tak, że wydawało się, że bada inne cechy, wynik wyszedł już mało klarowny (tu odsyłam też do tego jak dekonstruuje ona mit oksytycyny, robi też to w wersji pop bloger na "neuromemy").

  • inz.mruwnica

    Ha! Jakiś czas temu na swój prywatny użytek sformułowałem sobie taki "problem bieguny-spektrum". Jest to problem, w wersji silnej, sprowadzania spektrum do wyłącznie biegunów (szczególnie kiedy "międzyziemia" jest rzadko spotykana zachodzi pokusa, żeby całkiem o niej zapomnieć); oraz problem w wersji słabej, sprowadzania spektrum do odpowiednich proporcji biegunów. Tyle, że nie sformułowałem go sobie do pomocy w myśleniu o płci, ale właśnie w kwestii wrodzone/nabyte.

    Problem B-S w wersji silnej broniony jest szkolnymi przykładami: kolor oczy - wrodzony; język ojczysty - nabyty. Skoro mamy dwa przykłady, to teraz poszufladkujmy co należy do pierwszego, co do drugiego. To oczywiście karykaturalne podejście. Ale podejście w wersji słabej też jest wersją problemu B-S. Czyli: każda cecha ma swoją komponentę wrodzoną i komponentę nabytą. Jednej mniej, drugiej więcej. Nie! Każda cecha jest przede wszystkim wrodzonabyta. Oddzielenie informacji "pierwotnej" od procesu jej ekspresji jest po prostu niemożliwe (nie, wrodzone to nie jest "to co w DNA", w DNA jest masa rzeczy, które nigdy nie podlegają ekspresji). To, że możemy podać przykładowe cechy "wrodzone" to raczej ich "robustness" na warunki rozwoju.

    Może to się wydawać zbędnym bełkotaniem, ale uważam, że jest dość ważne. Bo tak jak piszesz "prawdopodobnie nigdy nie dowiesz się jakiej jesteś dokładnie płci" i "nigdy nie dowiesz się co tak naprawdę jest wrodzone", bo niespecjalnie jest cię co dowiadywać poza korelacjami penisa z agresją albo genu z zamiłowaniem do słodkiego.

  • zielka

    @fronesis
    prosze bardzo.

    @inz.mruwnica
    no, 100% racji drogi komcionauto.

  • juliafi

    tak, biologia płci determinuje znaczna część twoich, czytelniczko i czytelniku, zachowań
    Ja jestem transseksualna. Mam męską biologię, XY, pociągają mnie jednak mężczyźni, zachowuję się jak kobieta, w dzieciństwie zachowywałam się jak dziewczyna, na studiach dobrze czułam się w towarzystwie krakowskich lesbijek i to były moje główne znajome.

    W takim razie co u mnie męska biologia zdefiniowała?

  • juliafi

    transeksualizmem, które pokazują, ze osoby urodzone jako na pierwszy rzut oka kobiety, ale które zostały poddane wyjątkowo dużemu wpływowi testosteronu w okresie ciąży, będą się czuły mężczyznami
    Przepraszam - nie doczytałam fragmentu. :P W takim razie się nie doczepiam. :) Wcześniej po prostu odniosłam wrażenie, że uważasz, że genetyka jedoznacznie definiuje czyjeś zachowania i tożsamość płciową, w sumie bezpodstawnie.

  • zielka

    @juliafi  no to co powiedzialas o sobie mowi tylko tyle, ze masz chromosomy meskie. To oczywiscie nie wystarczy by byc mezczyzna. Prosze, jesli nie chcesz czytac calosci mojego tekstu po raz drugi, przeczytaj tylko to pogrubione w srodku.
    Raz jeszcze, dla mnie plcia paradygmatyczna jest interseksualizm w szerokim tego slowa znaczeniu, nie kobieta albo mezczyzna. (pozdrawiam i witam nowa czytelniczke :) )

  • juliafi

    Tylko że osoby interseksualne dla odmiany mają zwykle tożsamość bardzo jednoznaczną - męską lub kobiecą. Tylko biologię mają niejednoznaczną...

    A to pokazuje, że właśnie odczuwalna tożsamość płciowa może być różna od płci biologicznej.

    U mnie biologia jest jednoznacznie męska. Tylko mało istotne rzeczy zbliżają mnie do płci żeńskiej biologicznie - jak rozmiar palców, czy ginekoidalna figura. A tożsamość mam jednak jednoznaczną. Wiem jednak że są też bardzo kobiecy geje którzy zachowaniem niczym się ode mnie nie różnią - ale oni czują się jednak mężczyznami. Mam też interseksualną przyjaciółkę która podobnie jak ja czuje się jednoznacznie kobietą, ciało ma bardziej kobiece - ale jej zachowanie stereotypowo kobiece nie jest, nawet głos ma nieco bardziej męski...

    I tutaj chyba mamy właśnie wpływ kultury, bo odnoszę wrażenie, że różni ludzie uznają różne czynniki za podstawę ich indywidualnej tożsamości - właściwie sama nie wiem z czego to dokładnie wynika. Nie czytałam dokładniej Judith Butler (Amazon mi chyba zgubił "Undoing gender" i czekam 2 miesiąc na dostarczenie...) ale podejrzewam, że jej mogło chodzić właśnie o coś takiego - przyjmując arbitralnie biologię za podstawę czyjejś tożsamości możemy spowodować narzucanie komuś obcej mu tożsamości. Tak też robią radykalne feministki, mówiąc "jesteś kobietą więc masz obowiązki kobiece" - w praktyce narzucając osobom z różnych środowisk i kultur grupę idei tylko na podstawie biologii ich ciał, uznając biologię jako coś definiującego je w większym stopniu, niż one same odczuwają to w stosunku do siebie.

  • zielka

    No ale gdy wychodze z zalozenia (jak w tym tekscie), ze nieokreslenie i watpliwosci sa paradygmatem, to chyba moja koncepcja nie ma problemow tu poruszanych?
    Raz jeszcze: wydaje mi sie, ze, w przeciwienstiwe do klasycznej koncepcji biologii, baza biologiczna czlowieka jesli chodzi o jego plec jest zlozona i nie jest zerojedynkowa.

  • inz.mruwnica

    Wygląda na to, że mamy bardzo podobny fenotyp (też niby jednoznaczna + palce + figura), ale jakbym miał się zastanowić jakiej TAK NAPRAWDĘ płci się tożsamościowo czuję, to bym powiedział, że męskiej, bo czemu nie. Nie zależy mi jakoś na tym szczególnie, a tak jest wygodniej (jak czasem ktoś bez okularów powie "proszę pani" to też nie poprawiam). Więc wygląda na to, że na pierwszym poziomie, sama "jednoznaczność tożsamości" jest silnie kulturowa.

  • juliafi

    @inz.mruwnica
    Sama dawniej, z punktu widzenia czysto praktycznego, definiowałam się jako mężczyzna przy podejściu podobnym jak twoje - czemu nie? Sama koncepcja innego niż biologiczne rozumienia płci była dla mnie trudna do zrozumienia. Poza tym bycie androgynicznym chłopakiem było nawet fajne, czułam się przez to trochę bardziej wyjatkowa. :>

    Miałam jednak ciągły dyskomfort który nie znikał, istniejące od dziecinśtwa marzenia i pragnienia, ale też byłam pod intelektualnym wpływem feminizmu drugiej fali... Dopiero jak przestałam wszystko racjonalizować na siłę, zauważyłam kilka rzeczy, np. że naprawdę mam w głebi duszy emocjonalne poczucie że jestem kobietą. Na przykład poprawiało mi bardzo nastrój gdy czytałam o kobietach inżynierach, naukowcach, bo czułam, że w takim razie ja też mam szanse (było tego więcej ale chce mi się pisać).

    Po zmianie kultura zaczęła na mnie oddziaływać inaczej. Teraz np. wiem, że na pewno dyskryminacja kobiet na rynku pracy istnieje i nie wynika z mniejszych ambicji.

© mysz powstaje z kurzu i szarych szmat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci