Menu

mysz powstaje z kurzu i szarych szmat

Gdy skłonni jesteśmy mniemać, iż mysz powstaje z kurzu i szarych szmat drogą samorództwa, to warto szmaty te zbadać dokładnie z punktu widzenia możliwości ukrycia się w nich myszy, dostania się jej tam, itd.

Kościół i "teoria gender"

zielka

W historii, którą dzielimy z mieszkańcami naszego kontynentu i najbliższymi jego sąsiadami, Kościół grał przez wieki dość znaczną rolę intelektualną. Czy grał ją dlatego, ze jest wybitny, czy tez dlatego, ze stanowił dość monopolistyczną dyktaturę – ta kwestia nie jest tu dzisiaj interesująca. Jego wpływ na nauczanie był znaczny, szczególnie przed powstaniem uniwersytetów, na politykę – ogromny (zwłaszcza tam, gdzie król widziany był jako mający uprzywilejowany kontakt z Bogiem, jak w Wielkiej Brytanii czy Francji). Stojący po stronie Kościoła intelektualiści prowadzili debaty "przeciwko ateistom", i czasem, na marginesie takich debat, udzielano odpowiedzi na mnóstwo ciekawych pytań (Tomasz z Akwinu ma kilka znacznych osiągnięć na polu filozofii moralności, a Montaigne'owi udało się napisać mnóstwo ładnych tekstów wyłącznie z irytacji traktatami teologicznymi Raimunda de Sabunde). 

W międzyczasie Kościół tracił wpływy, najpierw w polityce, potem w edukacji. Teologowie już nie umieli zajmować się filozofia w sposób wystarczająco interesujący, żeby zaprosić do debaty osoby spoza własnego kręgu zainteresowań. Teologia jako taka interesowała filozofów, ale raczej jako źródło do rożnych antropologicznych rozważań, a nie jako rzeczywista nauka, z którą możnaby polemizować. Głównym tematem, który sprawiał, że myśl katolicka przebijała się do świadomości publicznej były rozważania tejże na temat rodziny i tego co jest z nią związane. Ostatnia dziedzina ekspertyzy, w której Kościół był jeszcze słuchany była ta właśnie sfera, rodzina, jej jakoś tam rozumiana psychologia i relacje. Niemniej jednocześnie, ta sfera była tez niespecjalnie zajęta przez filozofów i ludzi z nauk społecznych w ogóle. Do czasu.

Moment przełomowy nastąpił niedawno, mianowicie w chwili gdy stopniowo, od lat 1960, ale szczególnie od lat 1990, osoby z rożnych horyzontów zaczęły zajmować się sprawami rol i reprezentacji związanych z płcią oraz analizami rodziny. Pole badane przez rożnych tych myślicieli nazwano niefortunnym terminem "gender studies". 

Ten moment (1970-teraz) mógłby być bardzo interesujący. Otóż ludzie związani z Kościołem mogliby właśnie użyć z jednej strony wiedzy, a z drugiej strony tradycji, która wskazuje, że umieją bardzo sprawnie argumentować, żeby coś ze swojej strony zaproponować. Moglibyśmy mieć ciekawy dialog miedzy "gender studies" w wersji laickiej i w wersji eklezjastycznej.

Ale tak się nie stało. Ostatnie komentarze ze strony katolików wskazują na ignorancję (to jest nowość, nigdy nie było tak źle, zwykle chrześcijańscy filozofowie rozumieli co się do nich mówi – Pascal, Malebranche, no mogłabym cytować długo). Wymyślono sobie, że istnieje coś o nazwie "teoria gender" (to tak, jakbyśmy mówili że istnieje "teoria biologiczna", to nic nie znaczy; istnieje biologia, i na jej polu mnóstwo sprzecznych teorii). Teoria ta jest winna wszelkiemu złu (tu z jednej strony mamy kardynała André Vingt-Trois, z drugiej arcybiskup Józef Michalik), a tezy jej przypisywane sa zwykle albo wymyślone, albo spisane częściowo od przedstawicieli jakichś radykalnych postaw na polu gender studies. Piszę dziś na ten temat oczywiście z powodu Michalika. Niemniej najbardziej komiczny moment tej historii miał miejsce rok temu, i daje on świadectwo temu, jak tragiczny jest poziom intelektualny debaty w Kościele. 

Otóż w październiku 2012 roku, rabin Francji Gilles Bernheim opublikował broszurkę na temat właśnie "teorii gender" – "Ce qu’on oublie souvent de dire". Była ona do przeczytania na jego oficjalnej stronie internetowej, oraz jej papierowe kopie dostępne były w wielu francuskich kościołach katolickich. Broszurka ta zawiera ciąg karykatur mających na celu krytykę rzekomej teorii. Nie zawierała oczywiście żadnych przypisów, ot, esej tworzący wspólnego wroga. Broszurka ta była na ustach wszystkich, a francuscy katolicy stworzyli m.in. dzięki niej wspólny front z wyznawcami judaizmu w walce z otwarciem francuskiego prawa na małżeństwa osób tej samej płci. 21 grudnia 2012 roku, w swojej przemowie przed Kurią watykańską, papież Benedykt 16 cytował Bernheima niejako oficjalnie, jako głowa Kościoła, wypowiadając wojnę "teorii gender". Tak tak, ten sam Ratzinger, który napisał najciekawszy traktat eschatologiczny w 20 wieku, stracił oto zmysł krytyczny, i cytował tę bardzo marną broszurkę. 

I jak to się skończyło? W marcu 2013 zaczęły się pojawiać glosy twierdzące, że Bernheim jest plagiatorem w wielu swoich książkach. Dodatkowo, kilka tygodni później, okazało się, że sama broszurka jest po części plagiatem z książki jakiegoś francuskiego księdza, zresztą kontrowersyjnego. Bernheim przestał być naczelnym rabinem Francji po tych wstydliwych odkryciach, B16, z sobie tylko znanych powodów, zrezygnował z pełnionej funkcji. Niemniej cala ta historia uczy nas wiele na temat kondycji intelektualnej Kościoła, i mam nadzieje, że daje też kilka elementów pozwalających zrozumieć obsesje tegoż na temat "teorii gender". 

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • mal111

    nie ma nic niefortunnego w nazwie "gender studies".

  • zielka

    @mal111
    no sa ludzie, ktorzy mysla, ze jest, i jako ze do nich naleze, i pozwolilam sobie o tym wspomniec, przepraszam ; dziedzina o ktorej mowie jest wieksza niz gender studies, i szkoda, ze nazwa czesci stala sie nazwa calosci.

  • andsol-br

    Mam Twoje uwagi za wyjątkowo rzetelny (choć bardzo krótki, a skrótowość często prowadzi od uproszczeń) opis tematu, który ma trudną przeszłość ale wielką przyszłość. Szczególnie cieszy mnie położenie akcentu na terminy "antropologia, rodzina".

    Obwinianie krążących wokół wampirów (masoni, Żydzi, szatani i sataniści) za kruszenie się własnych murów mogło chronić budowlę przed dotykaniem jej przed wiekiem czy dwoma, ale obecnie ani to, ani ubogacanie religijnych działań przez przykościelne bingo czy wesołe pielgrzymki nie wygląda na dobry kierunek działań. Byłem kiedyś ciekaw czy intelektualiści w KK rozwiną dyskurs o współczesnym pojmowaniu moralności w dzisiejszym świecie (a takie kwestie jak wojna czy obawa przed Innym wymagają tego), ale straciłem nadzieję gdy pewnego dnia ujrzałem jak abp Życiński zaślubiał z Jezusem pewną dziewicę...

  • zielka

    Dzieki, Andsol, i pardon za upraszczania, jesli sa.

    Życiński w ogole jest negatywna inspiracja dla ludzi obserwujacych Kosciol z zewnatrz: "Granice niewiary" Wolenskiego tez byly zainspirowane irytacja na Życińskiego wlasnie.

  • Gość: [P.taki] 195.117.16.*

    wg wikipedii jest w Polsce 53,5 tyś osób duchownych a 45 tyś osób liczą polskie siły lądowe. i myślę że szybciej by można znależć intelektualistę w piechocie.

  • zielka

    O, P.taki, kope lat.

    Trudno powiedziec. Wlasnie moj dawny kolega, obecnie dosc znany filozof w UK, zrobil coming out jako chrzescijanin. I pisze na swojej stronie internetowej:

    "Co ostatecznie wplynelo na moja decyzje, byl sposob, w jaki brytyjskie koscioly zareagowaly na obecne ataki naszego rzadu w ludzi biednych i w sytuacji szczegolnej wrazliwosci."

    Ciekawe, czy polski kosciol bedzie dalej, jak czyni to obecnie pograzal sie coraz bardziej, czy tez ogarnie sie, i zrobi cos w stylu brytyjskim?

  • Gość: [P.taki] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Hej! Jakiś czas zostałem wciągnięty w polemikę z przedstawicielami polskiego KK rzecz się nakręcała więc ciągneło ich tam coraz więcej, więc wydaje mi się że coś tam ogólnie wiem i nie ma takiej możliwości żeby polski KK zaczął reprezentować biedę, ale KK jest dla mnie teraz jak Final Countdown Europe'u jak zaczynam o nim myśleć to nie mogę przestać.

  • alinazdebu

    Hmm, czasami zastanawiam się, jak uczciwe wybory ideologiczne wewnątrz kościoła wpłynęłyby na obecną jego kondycję. Skoro w samym jego rdzeniu są frakcje i polityka, niestety nie ma to wtedy za wiele wspólnego z uczciwością...

© mysz powstaje z kurzu i szarych szmat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci