Menu

mysz powstaje z kurzu i szarych szmat

Gdy skłonni jesteśmy mniemać, iż mysz powstaje z kurzu i szarych szmat drogą samorództwa, to warto szmaty te zbadać dokładnie z punktu widzenia możliwości ukrycia się w nich myszy, dostania się jej tam, itd.

Francja Tomasza Terlikowskiego

zielka

W 12 min 45 sek programu Na pierwszym planie, poświęconemu kwestii zwrotów kosztów zapłodnienia metodą in vitro w Polsce [1], Tomasz Terlikowski mówi: 

"Otóż nie jest tak, ze to nie budzi kontrowersji [...] Mrożenie budzi kontrowersje. I jest pytanie : we Francji, specjalnie po tym jak był wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w sprawie tzw odszkodowania za złe poczęcie, które zostało spowodowane w klinice in vitro, również zmieniono prawo". 

Oczywiście, ma rację, że mrożenie budzi kontrowersje pewnych środowisk we Włoszech, które sobie kiedyś wymyśliły, że chcą się podobać jednocześnie Berlusconiemu i papieżowi.  Ale Tomasz Terlikowski jest przy tym świadom, ze bardziej przekonującym przykładem jest jednak Francja – kraj laicki, prawda, a jednak – kontrowersje związane z mrożeniem zarodków zmieniły tam prawo i doprowadziły do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka skazującego Francję. 

Tak to jest, panie Tomaszu: gdy mierzymy wszystkich swoją miarą, to wtedy sobie myślimy, ze wszyscy mają – tak jak my – bardzo luźny stosunek do faktów, a wielki szacunek dla retoryki

Wiec tak, pan Tomasz ma racje, Francja została skazana przez ETPC. Tylko, że nie miało to niczego wspólnego z in vitro, z mrożeniem zarodków, nie dotyczyło tzw wrongful pregnancy ale wrongful birth (wiem, że redaktor Terlikowski zna te różnicę, i jeśli myli pojęcia, czyni to świadomie, a to w codziennym języku nazywamy wierutnym kłamstwem), ani nie stawało w "obronie życia"[2]. 

A sprawa naprawdę wyglądała tak. 

W 1982 r., pani Perruche (26 lat) ma czteroletnia córeczkę i jest właśnie w ciąży. Nie sądzę by była w ciąży dzięki metodzie in vitro (pierwsze dziecko poczęte in vitro we Francji urodziło się 24 lutego 1982 r., metoda była jeszcze na etapie eksperymentalnym u doktora René Frydmana). Jej czterolatka, niestety, złapała różyczkę. To nic takiego dla malucha, ale choroba jest bardzo niebezpieczna dla pani Perruche (która się oczywiście natychmiast zaraziła od córki), bo gdy ona ją przekaże płodowi, ten niestety ma wielkie szanse na to, by wyrosnąć na ciężko upośledzone dziecko. Pani Perruche prosi o testy na różyczkę, by w razie czego dokonać aborcji. Testy są dość dwuznaczne, jednak lekarz (akcja w ogóle nie dzieje się w szpitalu, mamy do czynienia ze zwykłym gabinetem, nie "klinika in vitro" z wyobraźni Tomasza Terlikowskiego) decyduje, ze płód jest zdrowy. Mały Nicolas rodzi się w styczniu 1983 roku, niewidomy, głuchy, z mnóstwem innych komplikacji neuronalnych. 

Rodzice Nicolasa decydują się, w 1989 roku, na wytoczenie procesu lekarzowi, laboratorium gdzie wykonano testy i ubezpieczycielom. Proces jest wytoczony w imieniu Nicolasa, i żąda zadośćuczynienia. Wyrok który ostatecznie zapadł na korzyść Nicolasa twierdził, ze ten dostanie odszkodowanie za działania lekarza i laboratorium, które doprowadziły do jego niepełnosprawności. 

Ten wyrok jest rzecz jasna problemem. Bo przecież gdyby nie było winy diagnostycznej lekarza, to Nicolas by się nie urodził. Mówiono zatem, że faktycznie odszkodowanie dotyczy tzw. préjudice d'être né (szkody wynikającej z faktu urodzenia). 

Bilans prawny tej historii jest następujący : 

– rok 2000 – tzw. rozporządzenie Perruche (arrêt Perruche), które twierdzi, że co prawda sam fakt urodzenia się nie może być uznany za nieszczęście ani za szczęście, ale państwo Perruche powinni dostać znaczna ilość pieniędzy, bo wszystko co nie sprawia, ze niepełnosprawności się unika, prowokuje te niepełnosprawność (istnieje relacja przyczynowości) 

– rok 2002 – tzw. anty-rozporządzenie Perruche, mówiące, ze nie ma czegoś takiego jak szkoda w wyniku urodzenia, a jedyna rzecz, do której osoby niepełnosprawne maja prawo, to solidarność społeczna i pomoc materialna z niej wynikająca. 

I tutaj wkracza Trybunał Europejski, w 2005 roku. I skazuje Francję za... no właśnie, za ustawę z 2002, która jest niewystarczająca. I de facto popiera raczej ducha ustawy z roku 2000. Czyli ustawy ewidentnie proaborcyjnej, i na pewno nie traktującej życia jako świętości. 

Innymi słowy, Trybunał stoi po stronie dokładnie przeciwnej niż Tomasz Terlikowski, który sprawy tej pewnie w dużej części nie zrozumiał, oraz, jak wykazałam wyżej, skłamał w kwestii pewnych jej trywialnie prostych elementów. 

Oczywiście, moglibyśmy tu sobie porozmawiać o samym sednie sprawy Perruche, no ale nie mam już miejsca. 

[1] Więcej na temat tego kuriozalnego programu dowiemy się z bloga jednej z jego uczestniczek. 

[2] Aha, powinnam może dodać, ze sama kwestia mrożenia zarodków we Francji kontrowersyjna nie jest. Istnieje inny problem: co zrobić z niepotrzebnymi zarodkami, czy można je używać do badan mających na celu uzyskanie komórek macierzystych, czy nie za bardzo? To jest ciekawy problem, no ale już zupełnie niezwiązany z sugestiami Tomasza Terlikowskiego.   

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • gizastan

    Ja bym radził temu Panu kupić sobie biokominek, usiąść z książką np. Harry'm Potter'em i trochę się zrelaksować, zdystansować...odpocząć.

© mysz powstaje z kurzu i szarych szmat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci