Blog > Komentarze do wpisu
Czego uczeni nie wiedza o pracy dziennikarza

Nie jest dla szanownych czytelnikow niespodzianka, ze dane mi jest odwiedzac czasem zaprzyjazniony Salon24. Ku mojej radosci, od razu trafilam na awanturę. Pewien naukowiec, matematyk skądinąd, uczynil znanemu dziennikarzowi zarzut, że niektore jego teksty są w istocie tlumaczeniami postow z innego bloga, pisanego po francusku. O sprawie zrobilo sie dosc glosno, komentowano ja na blogach http://www.dziennikarz.pl/ i netto (w poscie o uroczym tytule "nie-przepisujcie-od-francuzow "). Dziennikarz broni sie, piszac, ze wspomniany naukowiec "nie rozumie zasad tworzenia tekstów dziennikarskich i myli je z zasadami pisania prac naukowych. "

Poniewaz byc moze ktos z Panstwa nie zna francuskiego jeszcze biegle, zamieszczam nizej moje pelne pewnie bledow stylisytcznych tlumaczenie postu z francuskiego bloga, z 4 pazdziernika 2007 :

Internauci i dziennikarze: dwie wizje wiadomosci

Aktualnosci widziane przez uzytkownikow internetu maja niewiele wspolnego z aktualnosciami, ktorymi zyja tradycyjne media. Potwierdza to badanie zrealizowane niedawno przez Project for Excellence in Journalism (PEJ), think tank z siedziba w Waszyngtonie.

Zaledwie 5% wiadomosci sie pokrywa. Od klasycznego zbioru informacji podawanych przez dominujace media, internauci wydaja sie wolec informacje dotyczace stylu zycia i technologii.

70% artykulow „wykopanych” na portalach, gdzie tresc wybierana jest przez uzytkownikow, pochodzi ze zrodel nietradycyjnych, blogow, YouTube i innych stron nie specjalizujaych sie w podawaniu najnowszych wiadomosci.

Aby otrzymac takie rezultaty, pracownicy PEJ porownali, podczas jednego tygodnia (od 24 do 29 czerwca) to co znajdowalo sie na Digg, Reddit i Del.icio.us, z artykulami najbardziej ogladanymi i rekomendowanymi na Yahoo News, ktorego baza jest 48 glownych mediow informacyjnych gdzieki ktorej sledza oni ewolucje prasy amerykanskiej (dzienniki, radia, kanaly telewizyjne, serwisy informacyjne online).

40% wybranych przez uzytkownikow artykulow pochodzi z blogow, 24% ze stron tradycyjnych i 5% z agencji, bedacych glownymi zrodlami dla tradycyjnych mediow. Stosunki w tych 5-ciu procentach wybranych artykulow ktore odpowiadaja wyborowi mediow tradycyjnych to 13% dla Reddit oraz 0% dla del.icio.us.

Wojna w Iraku byla tematem 10% artykulow opublikowanych przez tradycyjne media, 7% artykulow wybranych przez Yahoo i 1% artykulow opublikowanych przez trzy pozostale media [tzn. media tworzone przez uzytkownikow, Digg, Reddit i del.icio.us – przypis tlumacza]. Na Digg i del.icio.us, 40% artykulow najbardziej popularnych poswiecone jest technologii czy tez « stylowi zycia ».

Autorzy badania podkreslaja, ze « na stronach robionych przez uzytkownikow w analizowanym tygodniu, ogolna tematyka jest jeszcze bardziej skoncentrowana na USA niz w mediach tradycyjnych, jak mowia wskazniki, ktorych uzywamy ». Proporcje wiadomosci amerykanskich to 89% na Digg, 83% na Reddit i 81% na del.icio.us. W mediach tradycyjnych, 71 % artykulow bylo poswieconych wydarzeniom krajowym.

W przeciwienstwie do zwyczajow mediow tradycyjnych, ktore wielokrotnie wracaja do tych samych tematow o ile uznaja je za interesujace, pozostale media zajmuja sie nimi dosc krotko. (...)

Autor kończy swój felieton cytujac pewnego blogera, niejakiego Nicholasa Carra, z ktorym sie nie zgadza i zapowiada komentarz wkrotce.

Dla porownania post polskiego autora, zamieszczony w jego blogu w media cafe 18 pazdziernika 2007 a potem, 10 stycznia w Salonie24, ma tresc:

Tradycyjne media i internauci żyją w dwóch różnych światach

Tradycyjne media i internauci żyją w dwóch różnych światach. To o czym piszą tradycyjne media ma niewiele wspólnego z aktualnościami, którymi żyją użytkownicy internetu. Potwierdza to raport opublikowany przez amerykański think tank Project for Excellence in Journalism (PEJ).

Oto główne wnioski z tego badania*:

* Zaledwie 5% newsów się pokrywa.

* 40% artykułów preferowanych przez internautów dotyczy stylu życia i technologii. Wolą oni zdecydowanie informacje z takich dziedzin jak styl życia czy technologie od informacji wybranych przez media tradycyjne.

* Aż 70% artykułów preferowanych przez internautów w serwisach, gdzie oni sami decydują o tym co ważne (Digg, Reddit.com et Delicious.com ), pochodzi z nowych mediów: blogi, YouTube.com czy serwisy online, które nie specjalizują się w newsach.

* 40% artykułów preferowanych przez internautów pochodzi z blogów, 24% z tradycyjnych serwisów online i 5% z agencji informacyjnych, które są głównym źródłem informacji mediów tradycyjnych.

Internauci okazują się bardziej egocentryczni, niż tradycyjne media:

* Wojna w Iraku była tematem 10% artykułów w mediów tradycyjnych, 24% artykułów w tradycyjnych serwisach online, 7% w YahooNews.com i zaledwie 1% w Digg, Reddit i Delicious.

* Wydarzenia w USA zainteresowały 89% użytkowników Digg, 83% - Reddit i 81% - Del.icio.us. W mediach tradycyjnych, 71% artykułów było poświęconych tej tematyce.

Czy naprawdę żyjemy w dwóch różnych światach: jeden tworzony przez mainsteamowe media i ten prawdziwy tworzony przez zwykłych internautów? Z badań PEJ wnika, że tak. Powraca pytanie, które już zadawałem na blogu: Czy możliwy jest świat bez dziennikarzy?

I jeszcze raz odpowiem na nie twierdząco: ludzie nie potrzebują dziennikarzy, którzy chcą decydować za nich co jest ważne, a co nie. Już ich nie potrzebują, bo są w stanie sami stworzyć swoje własne mini-media, jak blogi czy mikro-blogi, albo decydować o tym co jest newsem, ich własnym newsem, na Diggu czy Delicious.

Czas na Dziennikarstwo 2.0, które będzie polegać na ścisłej współpracy amatorów i zawodowców. Zawodowi dziennikarze są skazani na współpracę z amatorami. I im szybciej to nastąpi, tym większe szanse na przeżycie mają media tradycyjne.

* Badania przeprowadzone zostały przez PEJ w tygodniu od 24 do 29 czerwca 2007 r. w serwisach Digg.com, Reddit.com, Delicious.com i w oparciu o analizę artykułów najczęściej czytanych i rekomendowanych przez internautów w serwisie YahooNews.com, na bazie 48 głównych amerykańskich mediów (prasa, radio, telewizja, serwisy informacyjne online).

Zrodlo z ktorego korzystali, jak jestesmy przekonani niezaleznie od siebie, obaj wymienieni wyzej autorzy, czyli raport z badan PEJ, zostalo opublikowane 12 wrzesnia 2007, i w wersji PDF liczy 16 stron tekstu i tabelek.

UPDATE: na swoim blogu w Media Café, polski autor dodal wlasnie zdanie "co opisuje na swoim blogu Transnets Francis Pisani". Kopia, ktora google tejze strony zrobil 9 stycznia 2008 jeszcze nie zawiera tej uwagi. Fajnie by bylo, gdyby wyrazil explicite to co wlasnie implicite tym dodaniem przekazal. Pozdrawiam Panow serdecznie, przy okazji.

piątek, 11 stycznia 2008, zielka
Komentarze
2008/01/13 11:57:04
ech zielu, nie szkoda ci bloga na kontynuacje tego? :)
-
2008/01/13 14:20:31
Nie, no nie mam zaufania do tego profesora Marcinkowskiego, wiec chcialam sprawdzic, czy faktycznie jest "domoroslym oskarzycielem", jak go nazwano. Wychodzi na to, ze nie jest, i ze zna lepiej francuski, niz sobie myslelismy wczesniej.
-
2008/01/13 16:09:04
zielu, nie kwestionowalam przeciez prawdziwosci powyzszego postu czy tez kompetencji jeyzkowych pana prof. marcinkowskiego.
myslalam tylko, ze sprawe z urbanowiczem juz dostatecznie naglosniono i zweryfikowano a i on obiecal sie ponownie ustosunkowac.
jednak calkiem mozliwe, ze proby "tlumaczenia sie" pana urbanowicza zniechecily mnie do sledzenia dalszego przebiegu owej historii.
-
2008/01/16 00:32:43
Nie wiem, czy sprawa jest wystarczająco nagłośniona i zweryfikowana, powiedziałbym raczej, że to dopiero początki porządnej weryfikacji.
Obietnica ustosunkowania się jest dość mglista i cokolwiek bezsensowna, bo przecież tłumaczenia oryginalnych postów można było dokonać nawet bez zgody autorów - od tego jest odpowiedni paragraf prawa autorskiego.

Szkoda, że Ciebie owe próby tłumaczenia zniechęciły, bo IMHO o sprawie należy mówić, by została wyjaśniona do końca. Do końca, czyli albo przeprosinami profesora Marcinkowskiego, albo wyciągnięciem konsekwencji wobec KU.

Wbrew pozorom to ważna sprawa dla polskiej blogosfery, bo oskarżoną o plagiat jest osoba publiczna "z internetowego świecznika", która dla wielu jest zapewne wzorem.
-
2008/01/16 14:27:09
Zainteresowany jest na nartach, wiec moze dlatego nie mamy obiecanych tlumaczen tekstow francuskich ani chocby ustkosunkowania sie do mojego tlumaczenia.

A wiesz, wczoraj, Piotrze, mialam w reku "New Scientista" z 17 marca 2007, i sobie czytalam artykul o tym rasizmie, o akurat nad tym pracuje ostatnio. I przypomnialam sobie, ze "Przekroj" kiedys dal jakis na ten temat material ("Wszyscy jestesmy rasistami"). I porownawszy wybrane kawalki, dane mi bylo dostrzec, ze i autorzy z "Przekroju" maja latwosc nieuzywania cudzyslowu, calymi akapitami. Mysle, ze w polskiej prasie jest tego tony, to przerazajace.
-
2008/01/18 10:12:21
Zastanawia mnie to milknięcie/znikanie po każdej tego typu aferze. Tak było przy okazji oskarżenia Kataryny o branie kasy od Agory, tak było po słynnym wywiadzie dla IS, gdzie dowiedzieliśmy się wielu nowych rzeczy o Web 2.0, tak jest teraz po oskarżeniach o plagiat. Cóż, z pewnością wyjazd był zaplanowany dużo wcześniej, a ja się tylko czepiam...

Tak na marginesie - to wydarzenie zmobilizowało mnie do odgruzowania swojego bloga jeszcze w styczniu. Nie chciałbym, żeby ta sprawa została zapomniana, bo coś za łatwo idzie polskiej blogosferze wybaczanie bloggerom.


Wracając do plagiatów - też to zauważam i to niezależnie od rodzaju prasy. Czy to gazety codziennie, czy pisma specjalistyczne, wszędzie da się zauważyć "pożyczanie" treści bez powoływania się na źródła. Przyznam, że tego nie rozumiem - przecież to żadna ujma korzystać z cudzych opracowań i do nich linkować (czy podawać źródło). Co więcej, autor podający źródło wygląda na bardziej wiarygodnego, w przeciwieństwie do różnej maści ekspertów błyszczących wiedzą objawioną.

Być może należałoby zrobić jakiś blog "MediaWatch", gdzie napiętnowanoby takie praktyki? Oczywiście niezależnie od tego, czy autor publikuje na blogu czy na papierze. Myślę, że taka inicjatywa stałaby się szybko popularna, a różnej maści "dziennikarzom" znakomicie utrudniłaby życie...
-
2008/01/27 23:01:45
No coz. Pan Krzysztof zniknal z Salonu24, prowadzi jednak dzielnie blog w Mediacafé, co znaczy, ze nie tylko wszystko jest w porzadku z jego komputerem, ale do tego ma staly dostep do internetu. Wnioskuje z tego, ze uznalismy sprawe zakonczona przez zapomnienie.

Przypomniala mi sie piosenka Malenczuka, gdy go jeszcze sluchalismy: "Zima - która to już zima. Doprawdy zbyt dobra mam pamięć" :-)
-
2008/01/31 12:31:47
Cóż, nawet szkolenia prowadzi, więc jak najbardziej wszystko u niego gra. A że zapomniał się wytłumaczyć? Po pierwsze: nie musi. Po drugie: nie rozmawia z osobami "agresywnymi". Po trzecie: niewątpliwie czeka jeszcze na zgodę Zeldmana dotyczącą tłumaczenia jego ironicznego tekstu o Web 3.0. Po czwarte: moje sugestie są obraźliwe...

A ja tego panu KU nie odpuszczę, podobnie jak nie odpuszczam paru innym osobom. Może to i walka z wiatrakami, ale dlaczego winę musi odpokutować Eliza Michalik, a już PL czy KU nie? Traktujmy wszystkich równo, więc albo wszystkich karzemy, albo dopuszczamy możliwość plagiatowania wszystkiego i wszędzie...
-
2008/02/01 10:40:26
Wiesz, ja juz to komus tlumaczylam w mailu: praca pani Michalik byla bardziej spolecznie szkodliwa, bo nie tylko publikowala artykuly w opiniotworczych pismach, ale do tego na wazne tematy. Umiala rozpoznac ciekawy i oryginalny tekst, i potem go uzyc (cf. artykuly pani Harasimowicz-Grodeckiej).

Nie wiem, czy musze dodawac, ze w sprawie wokolo Webu3.0 mamy do czynienia no z czyms co jest w ogole jakas pseudo domena socjologii mediow. Mysle, ze jesli komus chce sie tracic energie na kontynuowanie tej sprawy, lepiej byloby przyjrzec sie blizej calej tej dyscyplinie.
-
2008/03/01 14:24:37
Z zacytowanych tekstów wynika wyraźnie, że Urbanowicz to plagiator. On nie bawił się w inspiracje, tylko po prostu, niemal bez modyfikacji przepisał ten tekst.
Przypominam sobie, że pani Eliza którą, co najbardziej zabawne, piętnował Urbanowicz na swoim blogu popełniła "grzech" posłużenia się kilkoma zdaniami dotyczącymi danych statystycznych albo ogólnie znanych zjawisk, które nie podlegają prawu autorskiemu.
I została uznana za plagiatorkę!

A tu mamy czarno na białym chamskie przepisanie cudzego tekstu w całości i nikt nie krzyczy, nie protestuje. Gdzie Gniewomir Świechowski, gdzie Igor Janke.

Żenada. Od razu widać, że na pani Elizie, którą na szczęście oglądam w Superstacji i widzę, że jest niebywale inteligentna i kompetentna, przeprowadzono egzekucję.